Myślę, że niewielu uczniów w naszej szkole wie, iż mamy wśród nas uczennicę, która może pochwalić się sukcesami w pływaniu. To Hania Lubera z klasy VIIIa, która ostatnio, podczas zawodów PGE PUCHAR POLSKI w Sokółce, osiągnęła  minimum kwalifikujące ją na Mistrzostwa Europy Juniorów, które odbędą się na Węgrzech. Poprosiłam Hanię o opowieść o jej pasji do pływania.

– Czym dla Ciebie Haniu jest pływanie?

– Pływanie to dla mnie znacznie więcej niż tylko sport czy hobby. To styl życia, który kształtuje mój charakter każdego dnia.

– Kiedy i w jaki sposób zaczęła się Twoja przygoda z pływaniem?

– Moja przygoda zaczęła się, gdy miałam zaledwie 4 lata. Wtedy rodzice po prostu zapisali mnie na naukę pływania. Chcieli, żebym czuła się bezpiecznie w wodzie. Nie było łatwo, ponieważ od początku bałam się wody i cały czas wychodziłam do łazienki, robiąc wszystko, żeby nie pływać. Przełamałam się po jakimś czasie i nikt wtedy nie przypuszczał, że ta prosta decyzja o “wrzuceniu mnie do basenu” zdefiniuje całe moje późniejsze życie. Z czasem zwykłe pluskanie zamieniło się w pasję, a pasja w profesjonalny trening na basenie, który stał się moim drugim domem. Wielu myśli, że to tylko woda, ale dla mnie było to wejście w zupełnie inny świat, gdzie liczy się każda setna sekundy i każdy ruch.

– W Srokowie nie mamy pływalni. Gdzie w takim razie trenujesz i co te treningi dla Ciebie znaczą?

– Na co dzień trenuję w Giżycku, w klubie sportowym UKS FROG GIŻYCKO, pod okiem doświadczonego trenera. Wszystkie style mam bardzo dobrze rozwinięte i mimo, że trenuję wszechstronnie, to moim głównym (koronnym) stylem jest styl klasyczny czyli “żaba”. To na niej staram się skupiać całą swoją energię. W tym stylu czuję się najpewniej. Choć z brzegu może wyglądać na spokojny, to dla mnie jest on najbardziej wymagający. Odnajduję w nim najwięcej siebie. Pływanie od początku uczyło mnie uważności. W wodzie jestem sama ze swoimi myślami, co na początku było dla mnie trudne, ale z czasem stało się sposobem na wyciszenie czy wyładowanie emocji np. po szkole. To w wodzie, wpatrując się przez niezliczone godziny w czarną linię na dnie basenu, nauczyłam się przesuwać granice bólu. Tam dowiedziałam się, jak przegrywać, jak wstawać po upadku i jak płynąć dalej, gdy wydawało mi się, że nie mam w sobie już ani trochę siły.

– Wyobrażam sobie, że bardzo trudno jest Ci pogodzić naukę w szkole w Srokowie i treningi w oddalonym o 45 km Giżycku. Jak zatem wygląda Twój dzień?

– Wszyscy widzą starty, emocje na zawodach i kolory medali, ale nikt nie widzi tego, co dzieje się w całkowitej ciemności, o 4.30 rano. Kiedy większość moich rówieśników przewraca się na drugi bok, ja wstaję i już o 5 jestem w drodze do Giżycka na pierwszy trening, a po powrocie z treningu rannego udaję się prosto do szkoły. Natomiast po zajęciach w szkole jadę na drugi trening, który mam o 16.30, więc wyjechać muszę już o 15.30. Dwa dni w tygodniu jest to jeszcze cięższe, ponieważ lekcje kończę o 15.15. Często zdarza się, że obiad jem w drodze. Wracam około 19. Większość czasu uczę się wieczorem albo staram się przygotować na nadchodzący tydzień w weekend, co jest ogromnie trudne. Moja codzienność to 10 treningów tygodniowo, 8-9 treningów w wodzie i 1 na lądzie (siłownia). Tygodniowo spędzam 12 godzin w wodzie i w zależności od rozpisanych treningów przepływam od 6 do 8 kilometrów dziennie. To ogromna objętość, która wymaga nie tylko siły fizycznej, ale przede wszystkim świadomości własnego ciała. Kluczem jest balans. To ciągła walka o to, by się nie przetrenować. Albo trenujesz inteligentnie, albo twój organizm powie “dość”.

– W jaki sposób radzisz sobie z tym nieustannym wysiłkiem i zachowujesz, jak widzę, wyśmienitą formę fizyczną i psychiczną?

– Bycie sportowcem nie kończy się w momencie wyjścia z wody. Kluczowe jest dla mnie wysypianie się, każda godzina snu jest na wagę złota. Wtedy regeneruję mięśnie, a przede wszystkim głowę. Do tego staram się pilnować, co jem. Muszę dostarczać sobie odpowiedniej ilości białka, węglowodanów i dbać o stałe nawodnienie. Często spotykam się z podziwem, a czasem z zazdrością o wyniki czy formę. Staram się jednak trzymać powiedzenia, które idealnie oddaje moją rzeczywistość: “Każdy zazdrości Ci tego, co osiągnąłeś, ale nikt nie zazdrości Ci drogi, którą musiałeś przejść, żeby to zdobyć.” Nikt nie zazdrości mi pobudek o tak wczesnej porze, piekących od chloru oczu, zmęczenia, które sprawia, że ledwo trzymam długopis na lekcjach, czy setek kilometrów wyjeżdżonych do Giżycka. Ludzie widzą jedynie efekt końcowy, sukcesy. Chcę, żeby każdy z was miał jednak świadomość, że to nie było szczęście, lecz efekt ciężkiej pracy.

– Haniu, wiem, że często uczestniczysz w treningach i zawodach w różnych miejscach Polski. Zdradź nam, w jakich miejscach byłaś?

– Wszystkie godziny spędzone na pracy znajdują swoje odzwierciedlenia na zawodach. Moja sportowa droga zaprowadziła mnie już w wiele miejsc w Polsce, od wielkich pływalni olimpijskich po kameralne obiekty. Miałam okazję startować i trenować w takich miastach jak np. Łódź (Mistrzostwa Polski), Bydgoszcz (Mistrzostwa Polski), Lublin (Grand Prix, pływałam z Otylią Jędrzejczak- naszą mistrzynią olimpijską 😊), Ciechanów, Warszawa, Mława, Suwałki, Ustronie Morskie, Ostrołęka, a także Łomża, Elbląg czy Olsztyn (Mistrzostwa Polski i województwa) i oczywiście Giżycko. Tu poziom rywalizacji zawsze motywuje mnie do dawania z siebie 110%.

– Porozmawiajmy wreszcie o Twoich sukcesach. A tych, mimo młodego wieku masz już sporo …

– Do moich najważniejszych osiągnięć należy ustanowienie Rekordu Polski 14- latków na dystansie 200 m stylem klasycznym (2:34,84). Zdobywałam też medale Mistrzostw Województwa, zawodów Grand Prix i Mistrzostw Polski. Ale równie ważne są dla mnie małe zwycięstwa, tzn. każda poprawiona setna sekundy na każdym dystansie to dla mnie ogromna duma. Przed każdymi najważniejszymi zawodami jakimi, jak na razie, są Mistrzostwa Polski, letnie i zimowe, spędzam 2 tygodnie na zgrupowaniu trenując w innym mieście. Zeszłej zimy i latem trenowałam z czterokrotnym mistrzem świata- Radosławem Kawęckim.  A ostatni mój wielki sukces to fakt, że zdobyłam minimum kwalifikujące mnie do Mistrzostw Europy Juniorów na Węgrzech.

– A jak widzisz swoją przyszłość? Za chwilę kończysz ósmą klasę…

– Trudno jest dziś przewidzieć, jak dokładnie potoczy się moja przyszłość. Moim najbliższym celem jest szkoła, która pozwoli mi na jeszcze większy profesjonalizm. Chcę trafić do Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Olsztynie, gdzie sport i nauka idą w parze, a ja będę mogła kontynuować moje 10 treningów tygodniowo w jeszcze lepszych warunkach. Moje plany to nie tylko medale, ale też ciągły rozwój mojej odporności psychicznej. Robię to wszystko dla tej przyszłej siebie. Wybrałam sport, który najczęściej wszyscy kategorycznie odradzają. Mówią, żeby nawet nie próbować. A ja kocham go tak bardzo, że lekceważę wszystkie te rady. Wyobrażam sobie siebie, gdy jestem starsza i mówię swojej rodzinie lub innym osobom: “Tak, idźcie w to, jeśli kochacie to równie mocno”.

Haniu, domyślam się, że do Twoich sukcesów znacząco przyczynili się rodzice. W jaki sposób Cię wspierają?

– Rodzice są moim największym filarem. Jestem im niewyobrażalnie wdzięczna, bo oni walczą o moje marzenia tak samo mocno jak ja, a czasem nawet mocniej. Zwłaszcza w momentach, gdy mi po prostu brakuje sił. To, że wstają razem ze mną, że są na każdym starcie… to jest mój najsolidniejszy fundament. Bez ich wiary we mnie i ich poświęcenia, nie byłoby mowy o profesjonalnym sporcie.  Dbanie o zdrowie psychiczne to dla mnie także umiejętność przyznania, że potrzebuję wsparcia. Sport zawodowy na dłuższą metę jest niemożliwy bez ludzi. Pływanie, mimo że kojarzy się z samotnością w wodzie, dało mi też najpiękniejsze przyjaźnie. To są relacje wykute na tym samym trudzie, na tych samych zgrupowaniach i zawodach. Moi przyjaciele ze sportu to osoby, które bez słów rozumieją, co czuję, gdy dzwoni budzik przed świtem albo gdy start nie pójdzie po mojej myśli.

– Podziwiam Cię za Twoją determinację i dążenie do wyznaczonych celów, za zwalczanie swoich słabości i odwagę w byciu sobą. Czy możesz dać swoim rówieśnikom radę, jak osiągnąć sukces?

– Tak. Chciałabym powiedzieć coś ważnego do każdego, kto boi się iść za swoimi marzeniami. Zdecyduj się wejść na wyższy poziom i rób rzeczy, na które innym brakuje odwagi. Przygotuj się na to, że nie wszyscy będą klaskać. Niektórzy będą żartować, inni mogą próbować Cię ściągnąć w dół. Często to, co robisz, będzie dla nich po prostu niezrozumiałe, a nawet “dziwne”. Trzeba przetrwać te momenty samotności i braku zrozumienia. Bo kiedy wytrwasz, kiedy nie przestaniesz płynąć i w końcu dotrzesz do celu, głosy krytyki nagle ucichną. Zastępuje je szacunek. Dlatego nie bój się być tą osobą, która odstaje od reszty. To, co dziś wydaje się trudne i niewygodne, jutro będzie Twoją największą dumą. Robię to dla przyszłej siebie i wiem, że było warto.

– Haniu, dziękuję Ci za te szczere wyznania. Jestem pod wrażeniem Twojej dojrzałości i wiary w siebie. Kto wie, może za kilka lat obejrzę Twój start w igrzyskach olimpijskich? Tego Ci z całego serca życzę! 🙂 

Beata Beyer

 

Loading